Podróż męcząca, hotel nie taki, a w basenie zimna woda – narzekają polscy turyści. To jednak nic w porównaniu z tym, co dzieje się na zapleczu branży turystycznej. Ciągły pośpiech, stres i ryzyko, czy wszystko się uda.
Kariera w branży turystycznej rozwija się na dwa sposoby: w biurze lub w terenie. W pierwszym przypadku mamy do czynienia ze stanowiskiem product menedżera. Jest nim pracownik biura podróży odpowiedzialny za przygotowanie oferty (do zadań należy m.in. wybór hotelu, linii lotniczej i ułożenie programu wycieczki). Natomiast dla tych, co nie przepadają za biurową atmosferą, czeka praca pilota wycieczek. Jest to zawód dla typowych freelancerów, którzy sami lubią sobie szefować i decydować, kiedy pracują.
Większość pilotów wykonuje swój zawód na zlecenie jednego lub kilku biur podróży. Dlatego trudno szukać gdzie indziej większej rozbieżności w zarobkach. Problem pojawia się np. w trakcie ubiegania się o kredyt. Mimo często wysokich dochodów w tej branży, bank bywa nieufny wobec osób bez stałej umowy o pracę. Złotym środkiem wydaje się zawód rezydent, czyli tzw. przedstawiciel biura podróży za granicą. W trakcie sezonu odgrywa on rolę pilota, a po zakończeniu wraca do pracy w biurze.
Czy warto w to wchodzić?
Bez ryzyka nie ma wielkich pieniędzy – ta zasada idealnie odzwierciedla obecną kondycję branży turystycznej. Liczba osób spędzających wakacje za granicą w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosła o ponad 40%. Z drugiej strony kryzys, wahania kursów walut i światowych cen ropy nie zapowiadają na ten sezon nic innego poza stratami. Czy to oznacza koniec dobrej passy? I tak, i nie. Na rynku turystycznym karty rozdają jedynie najwięksi gracze, m.in. Itaka, Triada, Rainbow, Tui czy Exim. – W dobie trudniejszych miesięcy i czekającego nas sezonu nie zauważamy zmniejszenia zainteresowania wypoczynkiem zagranicznym i podróżami – przyznaje Piotr Henicz z biura podróży Itaka. Najwięcej do stracenia mają niewielkie agencje podróży, które działają na zasadzie pośrednictwa między klientem a organizatorem wycieczki. Takie punkty mogą nie wytrzymać wzrostu cen. Ponadto dbający teraz o każdą wydawaną złotówkę Polak chętniej wybierze ofertę u źródła, zamiast płacić za zbędne pośrednictwo.
Studia?
W Polsce nie ma kierunku studiów, któryby kształcił tzw. organizatora imprez turystycznych. Nawet dość popularny turystyka i rekreacja niewiele ma wspólnego z tym zawodem. Podobnie w przypadku pilota wycieczek lub rezydenta. Aby wykonywać ten zawód, trzeba ukończyć państwowy kurs i zdobyć certyfikat. – Tajemnicą sukcesu nie są studia, lecz ukończony kurs, zdany egzamin, znajomość języków obcych, predyspozycje psychiczne, dobre zdrowie i zwykła chęć do pracy – mówi Jacek Dąbrowski, dyrektor ds. finansów i relacji inwestorskich Grupy Triada.
Jednak zdaniem przedstawicieli branży do pracy z turystami najlepiej przygotowują kierunki kulturoznawcze, ewentualnie językowe, skoncentrowane na danej grupie językowej, w ramach której przewodnik chce się specjalizować. – Skończyłam geografię na UJ w Krakowie. Wydaje mi się jednak, że kierunek studiów nie ma większego znaczenia. Teoretycznie nawet matura nie jest konieczna, aby zostać przewodnikiem. Jednak w tym zawodzie wyższe wykształcenie bardzo się przydaje i warto o nie zadbać – mówi Magdalena Stępień, zawodowy przewodnik.
Zarobki – bez szaleństwa
Zyski, na jakie może liczyć biuro podróży, są uzależnione tylko i wyłącznie od liczby zdobytych klientów. Marża, jaką liczy sobie biuro za jedną wycieczkę, nie przekracza zazwyczaj 30% brutto jej ceny. Natomiast prowizja dla agencji to ok. 10%. – Przed kryzysem średnia marża biur podróży wynosiła często zaledwie 50 zł od jednego klienta. Zasada była prosta: niższa marża, za to lepsza oferta. A w efekcie więcej klientów i wyższe przychody – tłumaczy Jacek Dąbrowski. – Mimo tego zorganizowanie wycieczki dla jednej grupy nie czyni z nikogo miliardera – dodaje. – Nawet w przypadku sprzedania wszystkich miejsc w zakontraktowanych hotelach i samolotach okazuje się, że obrót tour-operatora może być naprawdę pokaźny, ale zysk wcale nie musi przyprawiać o zawrót głowy – mówi Piotra Henicza. Równie mało atrakcyjnie pod tym względem wygląda sytuacja przewodnika, przynajmniej w pierwszych latach wykonywania zawodu. Wynagrodzenie pilota zależy od stażu pracy. Przeciętnie jest to 150–250 zł dziennie. – W przypadku najlepszych fachowców stawka dzienna przekracza czasem 150 euro. Jednak takich osób jest niewiele – przyznaje Piotr Kruczek, zawodowy pilot i rezydent.
Poza wynagrodzeniem zasadniczym obowiązują również nieopodatkowane diety, które niekiedy sięgają nawet kilku tysięcy złotych. To dużo i mało. W okresie od maja do października na jednego przewodnika przypada nawet do 3 grup dziennie. Ale poza sezonem nie dzieje się kompletnie nic. Dlatego po rozdzieleniu zarobionych pieniędzy na wszystkie miesiące może się okazać, że wielotysięczne dodatki to w efekcie mniej niż średnia krajowa.
Praca dla wybranych
Praca biurowa w tej branży jest inna niż wszystkie. Umiejętność tworzenia kolorowych prezentacji na nic się zdaje. Na stanowisku product menedżera najlepiej sprawdzają się absolwenci zarządzania lub osoby potrafiące wszystko dobrze zorganizować. To oni robią grunt pod udaną wycieczkę. Reszta zależy od umiejętności przewodnika. Jeden może zepsuć wycieczkę nawet po całym świecie, a inny sprawi, że zwykły spacer po plaży pozostanie niezapomnianą przygodą.
Zawód pilota to praca dla ludzi w każdym wieku. – Moim zdaniem jest to zawód dla każdego, kto lubi kontakt z ludźmi, umie opowiadać, a do tego nie ma choroby lokomocyjnej i jest przygotowany na spontaniczne zmiany planów – mówi Magdalena Stępień. Ale najważniejsze jest doświadczenie. Piotr Kruczek przyznaje, że dobrym pilotem można być dopiero po właściwym przygotowaniu i po niekrótkim czasie zawodowej praktyki.
Za, a nawet przeciw
Nieocenionym plusem jest możliwość poznania świata i wielu ludzi. Ten zawód to także wielka szkoła działania w stresie i w ciągle zmieniających się warunkach, z różnymi ludźmi i nieraz w bardzo ciężkich sytuacjach. – Negatywne strony tej pracy to życie na walizkach, w ciągłej podróży, w biegu, w różnych strefach czasowych i zmieniającym się klimacie, przy klimatyzacji i upale czy też mrozie lub wilgotności, a tydzień później np. już na pustyni, lub też ciągle w zatrutych miastach – opowiada Piotr Kruczek. Do minusów tego zawodu trzeba jeszcze zaliczyć też bardzo „antyrodzinny” charakter. W sezonie letnim jest się w domu raczej gościem, natomiast tuż po nim, po kilku tygodniach bez pracy można zwyczajnie zwariować.
Tomasz Zdunek
Wypadki przy pracy
Piotr Kruczek – zawodowy pilot i rezydent
Zdarzają się źle przygotowane imprezy i tym samym jeszcze trudniejsze zadania dla pilota. Mamy do czynienia np. z zagubieniami turystów. Coś takiego przydarzyło mi się w islamskim porcie w sułtanacie Brunei, gdzie jeden z turystów wysiadł z wielkiego pasażerskiego statku prosto w tropikalną dżunglę wyspy Borneo. Podobny przypadek to wysiadka grupy w trakcie międzylądowania w Kairze, kiedy samolot z pozostałymi pasażerami leciał do Sharm n'Szeik. Do momentu doliczenia się swoich turystów w terminalu samolot już zdążył odlecieć z najstarszym uczestnikiem mojej grupy, który myślał, że lecimy do końca. Kiedyś w miasteczku hotelowym zagubiła się ponad 80-letnia turystka, która wróciła w nocy do hotelu z najbogatszym właścicielem okolicznych kasyn i cieszyła się, że poderwał ją na swojego kabrioleta. Oczywiście nic nie wiedziała o zamieszaniu, jakie wywołała swoim zniknięciem.
Dochodzi również do zagubień paszportów i konieczności pozostawienia takich osób już bez grupy i pilota. W jednym przypadku taki przymusowy pobyt i oczekiwanie na dokumenty zastępcze trwał miesiąc – na pocieszenie: w egzotycznym kraju.